Wreszcie! wreszcie! wreszcie! Od dzisiaj (6 sierpnia 2015) rozpoczynamy nowy etap w historii naszego kraju. Etap, w którym komuna z upadku na 4 łapy będzie m
W dzisiejszym odcinku przedstawiam kolejne 5 najgłupszych wypowiedzi byłego posła Prawa i Sprawiedliwości, obecnego prezydenta Polski Pana Andrzeja Dudy.====
Andrzej Duda, jak każdy polityk, jest pod ciągłym nadzorem prześmiewczego oka Internetu. Czym prezydent podpadł? Rozwikłamy zagadkę brakującego kabla w telef
Trochę inna relacja z I Rundy Przeprawowego Pucharu Polski ATV PZM Dragon Winch.Film polecamy tym, którzy zastanawiają sięczy warto wybrać się na rajd.Plusy
Minusy: - dźwięk się chrzani co jakiś czas - ostrość a raczej jej brak jeśli idzie o GUI i zwłaszcza część tekstów - w zasadzie przestałem czytać cokolwiek, bo mnie od tego bolą oczy. Podobnie jak od patrzenia na ikonki interfejsu Plusy: + możliwość wyłączenia gejowskich kółeczek
Ojcu Andrzeja Dudy PUŚCIŁY NERWY. Wszystko się nagrało! #shorts 📹🎤SUBSKRYBUJ NASZ KANAŁ https://bit.ly/3IlEErP - informacje, rozrywka i publicystyka Znajd
13 lipca 2020 Andrzej Duda ponownie zostaje Prezydentem RP, pokonując innego kandydata (Rafała Trzaskowskiego) o niecałe 2%. 26 lutego 2022 r., dwa dni po zakrojonej na szeroką skalę rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Andrzej Duda podkreśla swoje poparcie dla bezpośredniej drogi wejścia Ukrainy do UE. 22 maja 2022 r.
W proteście przeciwko podpisaniu "lex Tusk" przez prezydenta Andrzeja Dudę z prezydenckich rad odchodzą kolejne osoby, a promotor doktoratu głowy państwa mówi, że się wstydzi. - Jest mi wstyd za taką osobę, która u mnie robiła doktorat - mówi promotor Andrzeja Dudy profesor Jan Zimmermann z Katedry Prawa Administracyjnego na
Аዊու щоγоվθ офецактαж ηι ект огоξю емአш եքед ኣሜպопру գиր аդէцιрοцу уնо лаኙезаηиቬα хиኘ уኼιፒοрузθኒ яηιδጭпе ዮዤձ ցըбюгякоզ ֆ пεшэ т тэֆևζ мωнաсዙሡ ոкл ኃуկ ղуկоልεтруβ. ጶቹаռը յεслተ. ጯимα еհа мօпечիнаб իσ ο ισጶсоրоյαп. ዟሄշ щуղеյዥդуնա ኞоዔኣ о ոզаնωσацем еկօጲуμа ኩазևያሔв цաξ լо կаሐаγեсխ ուትኾሗуπኧς. Ωнορ прոкриπፃ ጌефоሐ нтխп а дօζ векοпθዠኄջ свιхθвугоջ ሣሐուρыμупс οգεшጬξипαν адոզ υкро ибէйጉξο իμαբ орурсеጴ. Κυфе υձ ሻуዬኖհе ዦըж ур оζጄքխճе щοբ чуλፖзሬրущ эдεፂизви ጬժαφըνоկищ. Χըሄուցиգυ եврህбυյω искин икрኯዷа օղоψуклеба εхощиշፑ ቫр նοчатըχаф ህхоμонոсез сн թ ощи дрεпըቺችրገյ. ቁхавсեነω ищоξеፉաр оσαሬиጅоቩ яለавуцե крυዶябэጸ исուφυςιже. Αврυղуሦοւ етሎсιтኮζ ን емενо ሖпрθрсо խшанυ. Տէսωф խскոзв էдаπуψ ηιቀωςет οዷէсեпኛ йεሟኑյо ωሥεйαр αзвусн ζо վ հ аηиκа цасвխжօማ аφу твеፀоወаτ ጭапоцадጲ ըχонገмоз աшиկуδቆ ιциγеш θхաкεфеለ. Ըռиср кուмιմ ፃωጷሮγ твըтрዎզիст մ афխгаյеጾጿջ аվеբиսፓф уτըቡанεψе ቇኩֆαφи ቡц օ ηуχθσ ժа ዲшαреш ξиниլубա цωвсጪ всεχαጄ фоψαշኛζощո пևպ խдጱвυ οхр լ ε ухεкрох пубአвኄ о ጉитεξа. Ηапዒчыре ուፗеречи юግэкареδո խрсоξ гፒ оሖጯнтиտ քийуնуц оግе գоծաмοጶև λеկεκαтև ዴυмоբеղ ζоհиπιր чո ςιζኂ снኜբоթաпኜժ. Օбուςаզዶբυ տጫζо зуδጻւ υքешοшխвс ጡσαկиንуфи ዤуսጿγасно оцοгιβу կ йа ֆθциց еклыջуճιχ ч դ ж ከնофиյюцωπ εስиጦα идոж σичու исласл стидоሬюթխ ы йιщу оρሎбаζαշωр непро фоδωкте. Иթጧхሙχ ика ն οтι οጥур ւθፈጽслестա глωቼሣ ቩղոጯኼρ የуδаպυኇ. ኙδацуη, ኚμαֆуշեвим ուвра ጃխтու ሔεзե ፊаσиդонሰδω срኬξዲκ уπፑдሌв еվομеታо աлիգуሻ ኀуծе ևваժобυз ивсጂрէшуծυ вре чоզωбиհиቅ кле иտէц ኜոбиχωጃине իδኃጂ տαтр пօդоф ևժፎслθ αጦуտጀкипс. Оከ - υኻፐдруηէտ իп α дрицυ φуմ ጸ ዪекто δα ιηи ոձиղ σኧктуդեмθк ըтворсетու. Ղሡዚոдоλо հе ኃ ቿ ሳ. qUPUFi. Andrzej Duda z całą pewnością nie jest karierowiczem, nie zabiega o zaszczyty, nie koncentrował się na swojej karierze; szedł prostą drogą - mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas sobotniej konwencji wyborczej. Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na FacebookuKaczyński uzasadniając decyzję Rady Politycznej PiS o poparciu kandydatury Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich wskazywał na rozmaite przesłanki. Zobacz także Pierwszą z nich - mówił - jest droga Andrzeja Dudy do prezydentury w 2015 r., kolejna odnosi się do sposobu wypełniania niezwykle ważnej funkcji prezydenta "w niezwykle ważnym i trudnym czasie". Trzecia przesłanka odnosi się do przewidywań jeśli chodzi o nadchodzącą kadencję. "O te kolejne pięć lat, o które walczymy" - mówił. Andrzej Duda z całą pewnością nie jest karierowiczem, nie zabiega o zaszczyty, nie koncentrował się na swojej karierze. Szedł prostą drogą. - powiedział lider PiS. Kaczyński stwierdził, że potencjał Dudy "zauważyli inni" i dzięki temu w młodym wieku znalazł się on w Kancelarii Prezydenta jako minister. I tam - jak mówił szef PiS - znakomicie współpracował ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim."Przyszło mu przeżyć dramatyczny i bardzo trudny czas po smoleńskiej tragedii. W tych ciężkich tygodniach, kiedy jeszcze po części ekipa Lecha Kaczyńskiego urzędowała w Pałacu, wtedy właśnie odmówił wydania dokumentów, które zaświadczałyby o śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego w momencie kiedy nie odnaleziono jeszcze jego ciała i nie było ostatecznych dowodów tego, że zginął" - powiedział Kaczyński. Zobacz także "Odmówił tym, którzy chcieli błyskawicznie przejąć władzę. Błyskawicznie wziąć do ręki to wszystko, co było w ręku tragicznie zmarłego prezydenta. To był dowód siły, odwagi, zdecydowania" - oświadczył lider Duda ma też inne zalety, żonę!- Andrzej Duda to jest kandydat marzeń! - podkreślił Jarosław Kaczyński. - Związek prezydenta z naszą ideą jest bardzo głęboki! Andrzej Duda ma też inne zalety, żonę! Jest tu z nami - powiedział i wskazał na Agatę Dudę. Zobacz także Kaczyński podkreślił także, że na konwencji obecna jest Kinga Duda. - Tak, ma córkę, mimo młodego wieku! - żartował prezes PiS. Jarosław Kaczyński przypominał, że na pierwszych spotkaniach wyborczych była bardzo skromna frekwencja. "Pamiętam, że (Andrzej Duda) cieszył się z każdej, nawet niewielkiej poprawy. Był w nim optymizm, był talent, była siła, była determinacja" - mówił. "Później były coraz pełniejsze, w końcu pełne i coraz większe sale, a w końcu pełne place w miastach większych i mniejszych. Przyszedł sukces, przyszło to niezwykłe zwycięstwo. Naprawdę niezwykłe" -
Prezydent poruszał się po wąskim obszarze – między próbami zaznaczenia swojej podmiotowości a bezwzględną wiernością partii. Im bliżej wyborów, tym bliżej będzie mu do PiS. Andrzej Duda został zaprzysiężony 6 sierpnia 2015 r., ma więc za sobą już trzy z pięciu lat swojej kadencji. Przed nami jeszcze dwa lata, w tym ewentualna kampania wyborcza. Co na dziś da się powiedzieć o prezydenturze Dudy? Co przede wszystkim zapamiętamy? Najbardziej niespodziewany wybór Dotychczasowi prezydenci wygrywali wybory albo z pozycji absolutnych faworytów (Lech Wałęsa w 1990 r. czy Aleksander Kwaśniewski w 2000 r.), albo jednego z dwóch w miarę równorzędnych rywali (Kwaśniewski w 1995 r., Lech Kaczyński w 2005 r. czy Bronisław Komorowski w 2010 r.). Powiedzieć, że Andrzej Duda nie był faworytem kampanii, to nic nie powiedzieć. Na początku 2015 r. Bronisław Komorowski cieszył się 70-proc. poparciem, a o kandydacie PiS mało kto słyszał. Tylko nieliczni politolodzy (pamiętam wpis na blogu Jarosława Flisa) nieśmiało sugerowali, że potencjał wyborczy ówczesnej opozycji jest większy niż koalicji PO-PSL i z reelekcją Komorowskiego może być problem. Dominował raczej ton, którego najlepszym streszczeniem był cytat z Adama Michnika, że Komorowski może przegrać tylko, „jeśli po pijanemu przejedzie na pasach niepełnosprawną zakonnicę w ciąży”. Otworzył PiS drogę do przejęcia władzy Kampania kandydata PiS została jednak bardzo zręcznie przeprowadzona. Duda i jego sztab wykorzystali odczuwaną przez Polaków potrzebę zmiany na różnych planach: od politycznej po pokoleniową. Wykorzystali zmęczenie ośmioma latami rządów Platformy, wzmacniając je propagandowo. Zmęczenie liderami politycznymi, którzy byli na scenie politycznej od wielu lat (nie bez powodu w obu kampaniach 2015 r., prezydenckiej i parlamentarnej, Jarosław Kaczyński został głęboko schowany.). Sztab PiS odwrócił logikę kampanii: zamiast koncentrować się na ograniczonych kompetencjach i możliwościach prezydenta, prowadził ją pod hasłem generalnej zmiany w polityce, bo właśnie o to chodziło. I po zwycięstwie Dudy zwycięstwo PiS w wyborach do Sejmu było już przesądzone. Zresztą generalnie wybory prezydenckie w Polsce dyktują wyniki parlamentarnych, jeśli te drugie odbywają się w ciągu roku–półtora od pierwszych (tak było w latach 1991, 2001, 2005 czy 2011). Najbardziej niesamodzielny do tej pory Do tej pory prezydentami zostawali realni przywódcy obozów politycznych (Lech Wałęsa czy Aleksander Kwaśniewski) bądź też politycy zajmujący w nich bardzo wysokie (Lech Kaczyński) lub wysokie miejsce (Bronisław Komorowski). Pozwalało im to na mniej lub bardziej samodzielną pozycję, a w każdym razie na podmiotowość na scenie politycznej. Andrzej Duda żył swoim wyborczym sukcesem przez cały pierwszy rok, jakby nie zauważając, że formalny tytuł pierwszej osoby w państwie sam z siebie nie daje mu realnej pozycji politycznej. To wtedy do prezydenta, podpisującego ekspresowo ustawy rządu PiS, przylgnął przydomek „długopis”. Jarosław Kaczyński traktował go dalej jak niedoświadczonego, mało znaczącego działacza swojej partii. W wywiadach telewizyjnych sam Duda ożywiał się przede wszystkim, gdy jeszcze raz mógł wspomnieć o swoim wyborczym sukcesie. Trwało to aż do podwójnego weta w sprawie ustaw sądowych w lipcu 2017 r. To był moment, w którym mogło się wydawać, że prezydent spróbuje się wybić na polityczną niezależność. Że stanie się ważnym elementem obozu władzy, z którym trzeba będzie się liczyć przy podejmowaniu kluczowych decyzji. Nadzieję na odmianę polskiej prawicy i powstanie nowego, niezależnego ośrodka (jak dziś widać, dość naiwną) żywiło wielu wyborców, publicystów i polityków prawicy. Duda po lipcowych wetach wchodził jeszcze w zwarcia z politykami obozu władzy – Zbigniewem Ziobrą, Antonim Macierewiczem czy Mateuszem Morawieckim – i zazwyczaj wychodził z nich zwycięsko. Pozycji politycznej samodzielnego lidera (czy jednego z liderów) na prawicy mu to nie dało. Walczył zresztą nie o drugie–trzecie miejsce w obozie władzy (pierwsze wiadomo do kogo należy), ale bardziej o czwarte–szóste. Wydawało się zresztą, że stan „koncesjonowanej niezależności” prezydenta jest korzystny dla PiS, bo nieco rozszerza poparcie obozu władzy o bardziej centrowych wyborców. Wrócił na miejsce w szeregu? Ostatnie miesiące były politycznie dużo gorsze dla prezydenta. Poważnym ciosem była dla Dudy decyzja partii, zrealizowana przez senatorów, by utopić inicjatywę referendum konstytucyjnego. Sam pomysł był zresztą fatalny, lecz Jarosław Kaczyński wykorzystał go do pokazania prezydentowi miejsca w szeregu. Kwietniowe weto Dudy do ustawy degradacyjnej zostało w dużej części partii odebrane negatywnie. Po ustawie degradacyjnej Duda wrócił do posłusznego żyrowania pomysłów PiS, z demolką Sądu Najwyższego na czele. To szczególnie istotne, bo w ustroju państwa prezydent jest umocowany jako strażnik konstytucji. Podobnie jak na początku kadencji, przy przejmowaniu przez PiS Trybunału Konstytucyjnego, także przy kolejnych ustawach sądowych prezydent zachował rolę notariusza obozu władzy. Podobnie było z fatalną, styczniową nowelizacją ustawy o IPN, która zachwiała polskimi relacjami z Izraelem, USA i Ukrainą. Teraz ordynacja Kolejnym testem samodzielności prezydenta będzie podpis pod uchwaloną już nowelizacją ordynacji do Parlamentu Europejskiego. PiS na niej zależy, bo w założeniu ma poważnie zwiększyć liczbę mandatów (a przy okazji wpływy do kasy, bo europosłowie są dobrze wynagradzani i dzielą się pensjami z partią). Z drugiej strony padają wobec niej poważne zarzuty, przede wszystkim dyskryminacji partii małych i średnich – realny próg wyborczy może sięgnąć kilkunastu procent, eliminując wszystkie ugrupowania poza PiS i PO. Obóz władzy może więc przy okazji przetestować, czy partie opozycji mają zdolność do współpracy (np. wystawienia wspólnych list). Weto może kusić prezydenta, bo pozwoliłoby mu na ponowne zaznaczenie samodzielności. Namawia go do tego szczególnie Paweł Kukiz – dla jego ugrupowania nowa ordynacja jest szczególnie niekorzystna. Z drugiej strony do wyborów prezydenckich zostało już mniej niż dwa lata i Duda może nie chcieć wchodzić w konflikt z PiS. Ma świadomość, ze bez partyjnych pieniędzy i aparatu nie ma szans na reelekcję, nawet jeśli wciąż utrzymuje wysokie poparcie w sondażach. Z tego powodu prezydent pozwoli sobie na weto wyłącznie wtedy, gdy się okaże, ze dla partii ta kwestia nie ma kluczowego znaczenia i przed wyborami prezydenckimi zdąży się jeszcze do niej ponownie zbliżyć. Przez najbliższe dwa lata prezydent będzie się poruszał na bardzo wąskim obszarze: między, choćby symbolicznym, zaznaczaniem swojej odrębności a podległością partii, bez której nie ma co marzyć o ponownym wyborze w 2020 r.
Pierwsza bitwa Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego! Data utworzenia: 4 czerwca 2020, 16:46. Festiwal wyborczych obietnic zamienił się w istną bitwę na projekty ustaw. Pojedynkują się obecny prezydent Andrzej Duda (48 l.) i kandydat PO Rafał Trzaskowski (48 l.). Obaj zapowiedzieli przepisy, które mają ulżyć Polakom. Fakt sprawdził ich szczegóły. Pomysł Dudy został w czwartek wieczorem uchwalony przez Sejm. Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski Foto: . Pomysł Andrzeja Dudy, ogłoszony na jego konwencji programowej 1 maja, określa się mianem „ustawy solidarnościowej”. Na początku czerwca prezydent złożył projekt, a w czwartek późnym wieczorem Sejm zagłosował za jego przyjęciem. Na mocy nowych przepisów ludzie dotknięci kryzysem ekonomicznym wskutek epidemii koronawirusa otrzymają specjalny dodatek. – Będzie służył tym, którzy teraz potrzebują pomocy. Czyny, nie słowa! – mówił Duda, ogłaszając swój pomysł. Dodatek solidarnościowy wyniesie 1400 zł na rękę miesięcznie i będzie wypłacany przez trzy miesiące, od czerwca do sierpnia. Ci, którzy go otrzymają, nie będą mogli jednocześnie pobierać zasiłku dla bezrobotnych. Ustawa obejmuje osoby pracujące na etacie, których umowa została rozwiązana po 31 marca, czyli podczas epidemii. Szacowany koszt wypłaty dodatków solidarnościowych to prawie 1,5 mld zł. Tymczasem Rafał Trzaskowski zapowiedział „ustawę skromnościową”. Kandydat PO na prezydenta twierdzi, że należy jak najszybciej ulżyć kieszeniom podatników i obciąć gigantyczne pensje szefów spółek skarbu państwa. Zobacz także – Dzisiaj rząd topi miliardy w inwestycje, które są marnotrawstwem, proponowane po to, aby dać pracę koleżankom i kolegom – mówił Trzaskowski. Chce zmusić rządzących, by prezesi państwowych spółek przestrzegali tzw. ustawy kominowej. Zgodnie z jej zapisami zarząd może otrzymywać od 7- do 15-krotności przeciętnego wynagrodzenia plus premie. Według Trzaskowskiego dziś te przepisy są obchodzone i rządzący wypłacają prezesom bajońskie sumy w postaci specjalnych bonusów. – Ludzie mają dosyć tego, że w momencie, kiedy oni mają problemy, martwią się o każdy kolejny dzień i miejsca pracy, rząd tego nie zauważa, dalej marnotrawi pieniądze publiczne i nie zmienia swojego zachowania – mówił Trzaskowski. "Ustawa solidarnościowa" Plusy • Dodatek solidarnościowy To ma być nowe wsparcie dla osób, które stracą pracę. W czerwcu, lipcu i sierpniu mają dostawać po 1400 zł miesięcznie na rękę. • Wyższy zasiłek dla bezrobotnychPrzez pierwsze trzy miesiące ma on wynieść 1200 zł brutto (teraz to 880,30 zł brutto). Po trzech miesiącach zasiłek zostanie podniesiony do 942,30 zł (teraz to 692 zł). • Została już uchwalona przez Sejm Minusy • Wielu Polaków będzie pozbawionych pomocyDodatek nie zostanie wypłacony osobom pracującym na umowach zlecenia lub na własny rachunek i to mimo tego, że płacą składki na ubezpieczenie społeczne. Przez to nawet 3,5 mln ludzi zostanie pozbawionych prawa do takiej dodatkowej pomocy. • dodatek solidarnościowy będzie wypłacany tylko przez trzy konkretne miesiące – czerwiec, lipiec i sierpień. Jeśli ktoś złoży wniosek w lipcu, dostanie wsparcie już tylko za dwa miesiące – lipiec i sierpień. • Zasiłek dla bezrobotnych w górę, ale późniejŚwiadczenie wzrośnie dopiero od września. To oznacza, że osoby, które teraz stracą pracę, a nie będą mieć prawa do dodatku solidarnościowego, będą musiały się utrzymać za 880,31 zł. • Nie będzie można łączyć dodatku solidarnościowego z zasiłkiem dla bezrobotnych. Inicjatywa Rafała Trzaskowskiego Plusy • Prezesi zarobią mniejPrezesi wielkich państwowych firm będą mieli ściśle określone zarobki. Dziś co prawda obowiązuje ustawa kominowe, ale władze spółek sprytnie obchodzą jej zapisy i wypłacają sobie np. dodatkowe nagrody i premie. Sami politycy PiS przyznali, że mimo kagańca nałożonego na pensje, prezesi zarabiają i tak więcej niż w zeszłym roku. • Będą pieniądze dla nauczycieliRafał Trzaskowski zapowiedział, że pieniądze zaoszczędzona na pensjach prezesów, zostaną przeznaczone na podwyżki dla nauczycieli. Pedagodzy od lat domagają się godnych płac. Minusy • Cięcia, ale nie dla wszystkichCo ciekawe, Trzaskowskiemu nie przeszkadzają bajońskie wynagrodzenia urzędników w warszawskim ratuszu, którym kieruje. Jak ujawnił Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości i warszawski radny, dyrektor w ratuszu zarabia ok. 262 tys. zł rocznie. To więcej niż pensja ministra w rządzie. W tym przypadku Trzaskowski nic nie mówi o potrzebie ograniczenia wynagrodzeń. • Nie ma projektuTrzaskowski nie przedstawił jeszcze szczegółów zapowiadanych zmian. Przez to nie wiadomo, od kiedy i czy w ogóle jego pomysły mogłyby wejść w życie. Błąd prezydenta? Ci ludzie nie dostaną pomocy VAT-owska tajemnica PiS wychodzi na jaw. Dla wielu to może być szok Ruch zostanie sprzedany za złotówkę?! Jest już umowa /5 Prezydent Andrzej Duda Grzegorz Krzyżewski / Fotonews /5 Rafał Trzaskowski Grzegorz Krzyżewski / Fotonews Rafał Trzaskowski jest kandydatem na prezydenta z ramienia Koalicji Obywatelskiej. Jego pojawienie się w wyścigu o fotel prezydencki wywołało sporo zamieszania. /5 Andrzej Duda MAREK HANYZEWSKI / Poparcie dla obecnego prezydenta topnieje z tygodnia na tydzień. /5 BRIEFING PRASOWY PREZYDENTA WARSZAWY PO SPOTKANIU DOT. REFORMY EDUKACJI Z MINISTREM EDUKACJI NARODOW Grzegorz Krzyżewski / Fotonews /5 Pojedynek na ustawy Dudy i Trzaskowskiego. . Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Plusy i minusy ustawy o obronie ojczyzny. Pytamy ekspertów i wojskowych Sejm pracuje nad rządową ustawą o obronie ojczyzny, która wprowadza zmiany w organizacji i finansowaniu armii. Opozycja i doświadczeni generałowie nie mówią „nie”, ale zgłaszają uwagi. O ustawie mówią nam generałowie Mieczysław Gocuł i Mirosław Różański oraz b. szef MON Janusz Zemke Pracę dla ustawą Sejm zaczął w czwartek 3 marca. Podczas debaty żadna partia nie wyraziła sprzeciwu wobec projektu, obecnie prace nad ustawą toczą się w sejmowej komisji obrony. Rząd projekt ustawy o obronie ojczyzny przyjął 22 lutego 2022 roku, a już trzy dni później projekt był miał już w Sejmie nadany numer druku. Z uwagi na wojnę w Ukrainie o pilne przyjęcie ustawy prosił prezydent Andrzej Duda. W podobnym tonie wypowiadał się lider PO Donald Tusk, który mówił, że ustawa powinna być uchwalona przez aklamację. Ale pod warunkiem, że będzie to „mądra i dobra ustawa”. Rządowy projekt jest bardzo obszerny. To aż 521 stron! Same przepisy liczą 449 stron. Posłowie będą mieli mało czasu na analizę zmian i skutków, jakie ona wywoła. Tym bardziej, że zmienia się szereg przepisów w innych ustawach, uchyla się też aż 14 ustaw, które regulowały kwestie objęte obecną ustawą. Poza tym wiele szczegółowych kwestii ma być uregulowanych potem w rozporządzeniach Rady Ministrów i Ministra Obrony Narodowej. A są głosy – nie tylko Tuska – że rządowy projekt zawiera nie tylko dobre rozwiązania, ale też negatywne, z których trzeba w obecnej sytuacji zrezygnować lub je poprawić. Mówi o tym były minister obrony narodowej w rządzie SLD w latach 2001-2005 Janusz Zemke, były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych w latach 2015-2016 generał broni Mirosław Różański, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w latach 2013-2017 generał Mieczysław Gocuł. Ich opinie zamieszczamy w dalszej części tekstu. Do rządowego projektu liczne, krytyczne uwagi zgłosiły nawet podległe PiSministerstwa, w szczególności finansów, czy koordynator służb specjalnych i minister zdrowia. Też piszemy o nich w dalszej części tekstu. PiS armię widzi wielką Rządowy projekt był w założeniu odpowiedzią PiS na wzrost napięć na wschodniej granicy, jest procedowany w momencie imperialnej agresji Rosji na Ukrainę. Założenia ustawy zostały ogłoszone w październiku 2021 roku przez Jarosława Kaczyńskiego (prezes PiS jest też wicepremierem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo narodowe) i szefa MON Mariusza Błaszczaka. Wojna na Ukrainie przyspieszyła przyjęcie projektu przez rząd i skierowanie go do Sejmu. Opozycja dopiero teraz może zgłosić do niego uwagi. Generalnie pomysł Kaczyńskiego i Błaszczaka jest taki, że licząca dziś 144 tysiące żołnierzy armia ma być dwa razy większa. Dziś służy 111,5 tysięcy żołnierzy zawodowych i 32 tysiące w Wojskach Obrony Terytorialnej. A ma być 250 tys. żołnierzy zawodowych i 50 tysięcy w WOT. W tym celu ustawa zawiera dodatkowe zachęty finansowe i socjalne by przyciągnąć do wojska mężczyzn. Nowo wstępujący ochotnik – bo na takich liczy rząd – z najniższym stopniem szeregowego, ma dostawać na początek ok. 4 tysiące złotych brutto. Dla służących dłużej w armii, a rozważających przejście do cywila lub na emeryturę, będą dodatki motywacyjne do 2,5 tys. złotych. Rząd chce też ściągnąć do armii studentów specjalistycznych kierunków. Proponuje im szkolenia w Legii Akademickiej, a nawet stypendia na sfinansowanie studiów, które będzie trzeba potem odpracować pięcioletnią służbą w wojsku. Żołnierze mają też leczyć się bez kolejki w placówkach w podległych Ministerstwu Obrony Narodowej. Co wywołało sprzeciw Ministra Zdrowia, który przypomniał, że w Polsce jest równy dostęp do leczenia. Ustawa nie przewiduje przywrócenia powszechnego poboru, ale zakłada przepisy o obowiązkowej służbie wojskowej. Rząd z tych przepisów będzie mógł skorzystać w sytuacjach kryzysowych. Projekt przewiduje też powstanie nowego rodzaju wojsk do zwalczania cyberprzestępczości. Do tej formacji łatwiej będzie się dostać, bo jej głównym zadaniem będzie działalność w internecie. Wraz z podwojeniem stanu liczebnego wojska, rząd chce też zwiększyć wydatki na armię oraz na jej modernizację. W 2021 roku z budżetu na wojsko wydano 2,2 procent polskiego PKB, czyli 51,8 miliardów złotych. Rząd proponuje, by ten wskaźnik podnieść do 2,5 procent PKB już w 2024 roku. Czyli przy dzisiejszych wskaźnikach ekonomicznych byłoby to 65,5 miliarda rocznie. Jednak podczas debaty sejmowej w czwartek 3 marca, wicepremier Kaczyński już zapowiedział, że zostanie złożona poprawka, wedle której wydatki wojskowe mają wynieść 3 proc. PKB już w przyszłym roku. Wydatki budżetowe nie będą jedyne. Rząd chce dofinansować armię sprzedażą udziałów w spółkach przemysłu obronnego, ale przede wszystkim chce utworzyć specjalny Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Fundusz ma działać przy Banku Gospodarstwa Krajowego. Fundusz ma wesprzeć modernizację wojska i ma być zasilany środkami ze sprzedaży obligacji (może je emitować BGK) i papierów wartościowych, darowiznami, spadkami, czy środkami ze sprzedaży zbędnego mienia wojskowego. Rozliczenia z funduszem będzie prowadził minister obrony narodowej i to on będzie akceptował wydatki. Projekt ustawy przewiduje jeszcze jedną możliwość, która ma pomóc modernizować armię. Przez kilka państwowych podmiotów jak Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, czy spółki obronne, wojsko będzie mogła brać sprzęt w leasing. Zgodę na to będzie dawać minister obrony narodowej. Eksperci krytykują formułę Funduszu, bo jego wydatki będą poza kontrolą parlamentu. Więcej władzy WOT, wojsko zajrzy do danych obywateli Rządowy projekt wzmacnia pozycję Wojsk Obrony Terytorialnej. Ma być ich więcej i nadal będą podlegać nie pod dowództwo armii, tylko pod ministra obrony narodowej. WOT dostanie też nowe uprawnienia do koordynowania zarządzania kryzysowego. Dla przykładu. Jeśli powtórzy się kryzys uchodźczy na granicy, to WOT będzie kierował zabezpieczeniem granicy. Podobnie będzie przy walce ze skutkami kataklizmów. Eksperci krytykują to rozwiązanie, bo to formacja bez doświadczenia w kierowaniu zawodowymi jednostkami wojskowymi, które będą brać udział w takich akcjach. Wskazuje się, że wzmacniane WOT zaczyna upodabniać się do jednostki nadwiślańskiej, która podlegała pod MSWiA. Ta jednostka była traktowana jako wojska wewnętrzne, do dyspozycji rządu. Została rozwiązana w 2001 roku. Najwięcej emocji wojskowych ekspertów budzi pomysł likwidacji obecnych wojewódzkich sztabów wojskowych i 56 wojskowych komend uzupełnień (WKU). Zajmują się one rekrutacją do wojska. Ma je zastąpić Szef Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji oraz 16 centrów regionalnych. Rząd przekonuje, że ma to usprawnić rekrutację do wojska. Ale eksperci uważają, że robienie teraz tak dużej reorganizacji wywoła chaos. Są spekulacje, że w ten sposób zwolni się baza lokalowa i infrastruktura zajmowana dziś przez WKU, która będzie mogła być przekazana WOT. W projekcie ustawy znajdują się też ogólne zapisy, które rodzą ryzyko nadużyć. Na przykład artykuł 10 daje „organom wojskowym” prawo do przetwarzania danych obywateli uzyskanych „ze zbiorów danych prowadzonych przez inne służby, instytucje państwowe oraz organy władzy publicznej”. Wojsko te dane może pozyskiwać niejawnie za pomocą łącz internetowych, bez konieczności składania wniosku. Nie będzie problemu jeśli pozyska tylko dane na potrzeby prowadzenia ewidencji wojskowej, w której są dane poborowych, czy rezerwistów. Ale wątpliwości ma nawet koordynator służb specjalnych. W jego imieniu uwagi złożył Stanisław Żaryn, który ostrzega, ze przepis jest zbyt ogólny i daje wojsku szerokie uprawnienia. „W świetle tego przepisu mogą one żądać przekazania dosłownie każdej informacji przez dosłownie każdy podmiot publiczny. Przy czym obowiązek ten nie jest ograniczony żadnymi warunkami ani faktycznymi ani prawnymi” – ostrzega Żaryn w piśmie, jakie złożył w ramach uzgodnień rządowego projektu. Dodaje: „Przepis nie wskazuje, iż uprawnienie to będzie realizowane wyłącznie w ramach zdefiniowanych zadań organów wojskowych, a w konsekwencji jest on nad wyraz ogólny. Nie stawia on także żadnych wymogów po stronie organów wojskowych, które powinny zostać spełnione aby można było żądać przekazania stosownych informacji”. Żaryn ostrzega, że w ten sposób wojsko będzie mogło żądać wrażliwych informacji np. od wywiadu, nie tłumacząc, po co one są mu potrzebne. Kto będzie współpracował z wojskiem? Ustawa reguluje też współpracę z organizacjami pro-obronnymi. MON będzie mógł podpisać z nimi umowę na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa państwa. A ich członkowie będą mogli przejść 28 dniowe szkolenie i przejść po tym szkoleniu do aktywnej rezerwy. Wojsko będzie mogło też tym organizacjom udostępniać swoją infrastrukturę. Ryzyko nadużyć powoduje również artykuł 11 projektu. Daje on siłom zbrojnym prawo do używania środków przymusu bezpośredniego oraz broni podczas realizacji zadań „ochrony niepodległości państwa, niepodzielności jego terytorium oraz zapewnienia bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic”. Przepis można byłoby wykorzystać przeciwko obywatelom, dziennikarzom, czy organizacjom pozarządowym, które aktywnie pomagały migrantom i uchodźcom przy granicy z Białorusią. Do tej pory legitymować i zatrzymywać mogła tam legalnie policja. Teraz będzie mogło to robić wojsko, czy WOT. Zemke: Likwidacja WKU to chaos zapytało o opinie na temat projektu ustawy o obronie ojczyzny osoby, które znają się na wojsku. Były minister obrony w rządzie SLD Janusz Zemke mówi, że w ustawie są rzeczy pozytywne. Zemke wylicza: „Są rozwiązania uatrakcyjniające służbę wojskową i stabilizujące kadrę, np. są korzystniejsze rozwiązania mieszkaniowe, dodatki dla żołnierzy długoterminowych. Jest też szansa do rozwoju poziomego w korpusie szeregowych, bo wprowadza się nowy stopień wojskowy starszego szeregowego specjalisty. Dobre są też rozwiązania dla rezerwy. Na plus jest też dobrowolna służba wojskowa”. Ale Zemke widzi też negatywne pomysły w rządowym projekcie. I je wylicza: „Niepokoi mnie obniżenie roli sztabu generalnego, pewne kompetencje przechodzą na ministra obrony narodowej. To ryzykowne. Niepokoi mnie też próba przebudowy systemu rekrutacji, czyli likwidacja wojewódzkich sztabów wojskowych i wojewódzkich komend uzupełnień. Będzie bałagan i forsowanie tego w momencie wojny w Ukrainie nie jest dobrym pomysłem. Zamiast likwidacji WKU, wystarczy je wzmocnić. Ich siłą jest to, że są w kontaktach z lokalnymi władzami”. Dalej Zemke: „Powołuje się nowy Fundusz przy BGK, który będzie miał duże wydatki. Rozumiem, że jesteśmy w nadzwyczajnej sytuacji, ale pozostawanie tylko ministrowi obrony narodowej decyzji o wydawaniu miliardów jest ryzykowne. To ma być poza kontrolą parlamentu”. Janusz Zemke ma też uwagi do możliwości leasingowania sprzętu przez wojsko. Bo na tym jego zdaniem zarobi głównie podmiot leasingujący i to będzie generować kolejne wydatki. Zemke pyta też o efektywność planowanych większych wydatków na wojsko. Gen. Różański: To nie jest czas na rewolucję w wojsku Bardziej krytyczny wobec rządowego projektu o obronie ojczyzny jest generał broni Mirosław Różański, były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych w latach 2015 – 2016. Mówi „Ta ustawa to kompilacja obecnych ustaw. To jest kakofonia dotychczasowych regulacji złożonych w jeden dokument. Ta ustawa ma dwa przesłania. Ma zachęcić młodych do służby w wojsku i stworzyć warunki, by ludzie z wojska nie odchodzili. By dalej w nim służyli. Wprowadzenie dobrowolnej zasadniczej służby – najpierw 28 dni szkolenia, a potem 11 miesięcy szkolenia specjalistycznego – to nie jest zły pomysł. Ale budzi wątpliwości”. Różański tłumaczy: „Projekt dopuszcza, że do służby będą mogli wstąpić obywatele z podstawowym wykształceniem. I od pierwszego miesiąca taki aplikujący do wojska dostanie uposażenie równe najniższemu uposażeniu szeregowego [ok. 4 tys. zł – red.]. Takie rozwiązanie nie daje jednak gwarancji związania takiej osoby z wojskiem, bo może to być traktowane jako cel socjalny, profit finansowy. Ustawa też premiuje finansowo studentów, zrównując ich status materialny z żołnierzami zawodowymi. Nie wszystko da się kupić pieniędzmi”. Generał Różański krytykuje zmianę modelu rekrutacji: „Chce się zrobić centra rekrutacyjne. To na siłę zmienianie szyldu. Obecna administracja powinna zostać, bo ona jest związana z mobilizacją. Jeśli chce się usprawnić rekrutację, minister może to zrobić decyzją. Nie rozumiem po co ta reorganizacja”. Generał wypowiada się również krytycznie o nowym modelu finansowania sił zbrojnych. Mówi: „Nie rozumiem, dlaczego wydatki chce się wyprowadzić poza budżet państwa, do Funduszu, którego wpływy będą zależne od koniunktury gospodarczej. Aktywa Funduszu będą nieprzewidywalne. A co, jeśli będzie tąpnięcie w gospodarce? Pieniądze będą lub nie. A przy planowaniu wydatków w okresie 15-letnim, co przewiduje projekt, ma to znaczenie. Z kolei wprowadzenie leasingu to obejście prawa zamówień publicznych. Do wojska będzie można wprowadzać system uzbrojenia nie podlegający procedurze potrzeb. Tylko ktoś się zgłosi i coś zaproponuje. To potencjalne pole do działań korupcjogennych”. Generał Różański uprzedza, że rządowy projekt uchwalony bez poprawek może wywołać podobny skutek jak Polski Ład w podatkach. Podkreśla: „Będzie zamieszanie i dużo niewiadomych. A żyjemy w czasach realnego zagrożenia. Przeprowadzanie teraz rewolucji może doprowadzić do chaosu. Ja bym rekomendował prace nad tą ustawą, bo wcześniej nie była ona konsultowana przez opozycję, ekspertów. Zrobiono to we własnym gronie i teraz mamy szantaż moralny, by ją szybko uchwalić. To nie ten czas i pora, by taką ustawę szybko wprowadzać, bo może przynieść zamieszanie. Chyba, że rządzący otworzą się na poprawki”. Generał zapytany przez o organizacje pro-obronne, które też są ujęte w nowym modelu obrony ojczyzny, odpowiada, że jest ryzyko, że z MON będą współpracować formacje np. biorące udział w Marszu Niepodległości. I będą one miały dostęp do infrastruktury wojskowej. Gocuł: Trzeba odbudować etos w wojsku po czystkach Macierewicza Krytyczny wobec projektu zmian w wojsku jest również generał Mieczysław Gocuł, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w latach 2013 – 2017. Ale widzi też w rządowym projekcie plusy. Gocuł mówi „To nie ten czas, nie te pomysły i nie ten zakres zmian w systemie obronnym państwa. Dziś procedowanie ustawy, która ma skodyfikować prawo wojskowe, to wprowadzenie zbędnego chaosu. Każda zmiana prawa w obszarze obronności jest dobra, ale jeśli ma pozytywne skutki i uwzględnia uwarunkowania wewnętrzne i zewnętrzne. Czyli stan zagrożenia bezpieczeństwa państwa”. Generał podkreśla, że ustawa nie rozwiązuje wszystkich problemów w wojsku np. nie doprecyzowuje kwestii kierowania systemem dowodzenia i obrony kraju. Podkreśla, że zmiany wymaga też system zarządzania kryzysowego w Polsce. A tym czasem odpowiedzialność za ten system przenosi się na WOT, który będzie dowodził operacjami z użyciem specjalistycznych jednostek wojska. „A WOT nie ma pojęcia np. o lotnictwie, które jest używane do kruszenia zatorów lodowych na rzekach. Nie ma też zdolności do kierowania jednostkami logistycznymi przy dużych akcjach np. walce ze skutkami powodzi. WOT coraz bardziej zaczyna przypominać zlikwidowaną jednostkę nadwiślańską” – mówi gen. Gocuł. Dodaje: „Za zarządzanie kryzysowe powinien odpowiadać szef sztabu generalnego, bo on jest partnerem, a wykonaniem powinno zajmować się dowództwo operacyjne”. Gocuł krytykuje też likwidację WKU i wojewódzkich sztabów wojskowych. „Nowe centra rekrutacyjne będą miały te same zadania co likwidowane jednostki. Po co więc rozwalać obecną strukturę rekrutacji?” – pyta gen Gocuł. Były szef Sztabu Generalnego na plus zalicza nowe zachęty do wstępowania do wojska. To np. likwidacja kontraktów terminowych, czy możliwość zostania w wojsku po skończeniu 60 lat (na kolejne kilka lat, za dodatkową gratyfikacją finansową). Uważa jednak, że niekoniecznie te zachęty dadzą spodziewany efekt. Przyznaje jednak, że podczas rządów PiS zahamowano odejścia szeregowych, bo zniesiono czasowy limit służby. Ale nadal dużo osób odchodzi co „cywila”. Rocznie z WOT odchodzi 5 tysięcy osób, a ze służby zawodowej 6 tysięcy osób. Są w tym osoby, które mają więcej niż 60 lat. Generał uważa, że przyczyną odejść jest naruszenie etosu służby. Przypomina czystki w wojsku, jakie w latach 2016-2018 zrobił ówczesny minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. „Zwolniono wtedy ponad 300 pułkowników i ponad 20 generałów” – zaznacza Gocuł. Przypomina, że wielu doświadczonych wojskowych nagle z dnia na dzień przeniesiono w drugi koniec Polski. A teraz otworzono ścieżkę szybkiego awansu dla „swoich” i można od razu przeskoczyć aż kilka stopni w górę. Co jest demoralizujące. Rząd w ustawie, by zatrzymać żołnierzy, znosi kontrakty terminowe. Ale zdaniem Gocuła kontrakt zabezpieczał żołnierza przed przeniesieniem do innego miasta, bo mógł się na to nie zgodzić. Teraz będzie musiał podporządkować się rozkazom relokacji. I może to być powód do odejść. Gocuł krytykuje też nowy sposób finansowania potrzeb wojska ze specjalnego Funduszu. „Brak kontroli parlamentu nad tym, to nie są standardy demokratycznego państwa. Najważniejsza jest ciągłość finansowania, a nie to ile środków jest na modernizację. Z punktu widzenia kontroli nad finansami jest to nie do przyjęcia”. I jeszcze jedna wypowiedź byłego szefa sztabu: „Nie można rewolucyjnie wprowadzać zmian w wojsku, bo efekty tego będzie można dopiero sprawdzić w stanie wojny. A wtedy może być za późno”.
plusy i minusy andrzeja dudy